Co z tą weną?
Jak sobie wyobrażasz życie pisarza ? Siebie jako pisarza?
Wstajesz rano i z filiżanką parującej kawy siadasz na mięciutkiej kanapie z laptopem na kolanach.
Nie możesz się wprost doczekać, kiedy wreszcie przelejesz wszystkie swoje genialne pomysły na papier.
Piszesz aż do obiadu, który w tajemniczy sposób pojawia się na stole. Nie zastanawia cię to, ani nie
martwi – wszak życie pisarza jest pełne magii.
No cóż, nie chcę cię zniechęcać już na starcie, ale prawda jest brutalna - życie pisarza to ciężka
praca. To złość i łzy. To frustracja, zniechęcenie i kolejna utrata nadziei. Na szczęście - to również
radość, duma, euforia, kiedy uda się coś ciekawego napisać.
Pisarze piszą
Powinieneś pisać codziennie. Cokolwiek, ale regularnie każdego dnia.
Pewnie wydaje ci się, że w twoim zagonionym, zabieganym życiu znalezienie czasu na
regularne pisanie to science fiction. Tak naprawdę nie chodzi jednak o czas, a o nawyk.
Pisanie musi stać się dla ciebie czymś, co robisz regularnie np. przez godzinę lub dwie dziennie. Może
o świcie, a może w nocy. Może w czasie przerwy na lunch. W idealnym świecie zawsze o tej samej porze.
Rodzina zdumiewająco szybko się przyzwyczai (nawet jeśli na początku będziesz musiał trochę powalczyć).
Powinieneś napisać coś każdego dnia. Nawet jeśli uważasz, że to co właśnie tworzysz to kompletne dno,
przynajmniej zdajesz sobie z tego sprawę. To dużo, to znaczy, że masz co poprawiać.
Już słyszę ten lament: „Zwariowałaś? Godzina dziennie? Nie mam dzisiaj czasu. Popracuję jutro.”
No tak, życie jest ciężkie. Praca, nauka, żona, mąż, imprezy.
Jednak jeśli chcesz pisać, znajdziesz czas.
Może trudno w to uwierzyć, ale życie bez telewizora jest możliwe.
Ważne, żeby pamiętać, że tak naprawdę nie potrzebujesz całego dnia, aby zapisać te wszystkie pomysły
kłębiące się w głowie. Chwila w czasie przerwy na lunch plus notes, godzinna podróż w korku plus
dyktafon, wstawanie z łóżka godzinę wcześniej (chociaż przez tydzień) - to wiele godzin efektywnie
spędzonych na pisaniu.
Mam jeszcze jedną dobrą wiadomość.
Można myśleć w czasie odkurzania! I w czasie spacerów z psem i przy obieraniu ziemniaków.
Tylko pamiętaj – wszystko notuj na bieżąco! Pomysły pojawiają się i znikają bardzo szybko. Notes
najlepszym przyjacielem pisarza!
Odkładanie w czasie
Ustalmy jedno. Pisanie to harówka!
Nie, nie piszę teraz o tych nielicznych miłych momentach, w których odnosisz wrażenie, że ktoś ci
dyktuje jakieś niesamowite kawałki.
Mówię o tych chwilach, kiedy pracujesz nad jakąś wyjątkowo trudną sceną i za nic nie możesz sobie z nią
poradzić. Przyjemniej jest wtedy choćby posprzątać w piwnicy.
Niektórzy adepci sztuki pisarskiej nie zaczynają pisać czekając na jakiś „idealny czas” albo, co gorsza,
na wystarczającą ilość czasu. Tak można czekać aż do emerytury.
Regularne pisanie, codzienna rutyna to podstawa, ale pisz zawsze, kiedy nadarzy
ci się okazja, kiedy czujesz natchnienie, masz świetny pomysł, coś sobie przypomniałeś. Idealny czas
nie istnieje. Im większe sobie robisz nadzieje co do konkretnego dnia czy weekendu, tym większa szansa,
że uderzysz głową w mur.
Przeszkadzajki
Największą zmorą kreatywności jest wszystko co dekoncentruje. Dzwonek telefonu
i natchnienie odpływa w siną dal. Przedświąteczne porządki i problemy głównego bohatera schodzą na
dalszy plan. Wrzeszczące za ścianą dzieci mogą zszargać nawet stalowe nerwy. Naturalnie e-maile, które
trzeba koniecznie sprawdzić co trzy minuty, telewizor (tylko sekunda…..ha, ha, ha).
Kiedy zabierasz się do pisania postaraj się ograniczyć do minimum potencjalne
zagrożenia. Wyłącz komórkę, odłóż słuchawkę telefonu na bok, wyłącz Outlooka. Jeśli to niemożliwe -
znajdź ciche i spokojne miejsce (pomyślałeś kiedyś o czytelni?) albo przynajmniej takie, gdzie nikt
cię nie zna (kafejka, ławka w parku?). Niektórym osobom pomagają też zagłuszacie takie jak walkman czy
MP3.
Pozostaje jeszcze rodzina.
Niewinne „ Kochanie...” może doprowadzić do szału. „A co ty tam znowu piszesz?” – nawet nie skomentuję.
Nie namawiam cię, broń Boże, do porzucenia rodziny i życia pustelnika natomiast WIEM, że wyjście z
ukrycia i omówienie tematu z najbliższymi czasem pomaga (powinnam napisać, że zazwyczaj, najczęściej
itd. ale niestety znam życie). Może warto spróbować wytłumaczyć żonie, że nie chowasz się przed nią po
pokojach tylko robisz coś, co jest dla ciebie ważne, coś co, być może, możecie później wspólnie
przeczytać, obgadać, obśmiać. Można umówić się, że jeśli ona pozwoli ci godzinkę dziennie w spokoju
popisać to ty może będziesz zmywać naczynia, albo odkurzać, albo prasować. Przesadzam? No nie wiem. W
każdym razie na pewno można się jakoś poumawiać.
Ten sposób, z cała pewnością, działa na dzieci. Jeśli wspólnie wymyślicie jakiś
system komunikacji pozawerbalnej (np. czerwona wstążka na klamce – nie wchodzić pod groźbą strat
moralnych, żółta – można wchodzić tylko raz na pół godziny, zielona – wchodzić ile dusza zapragnie) i
umówicie się co do zasad postępowania w określonych sytuacjach, dzieci zazwyczaj to respektują.
Oczywiście to zobowiązuje. Ty też będziesz musiał respektować potrzeby dzieci i warunki wspólnej
umowy.
Podkręcamy muzę
- Znajdź w domu kącik przeznaczony wyłącznie do pisania.
- Miej zawsze pod ręką notatnik .
- Ustal określoną porę dnia przeznaczoną na pisanie.
- Wyznacz jakiś limit czasowy np. na początek godzina dziennie.
- Pisz codziennie, nawet jeśli wydaje ci się to zupełnie bezwartościowym kiczem.
- Zaczynaj od przeczytania tego, co zanotowałeś wczoraj. W najgorszym wypadku będziesz miał co poprawiać, w najlepszym może się okazać całkiem, całkiem niezłe.
- Nie oszczędzaj, kup sobie dobry słownik języka polskiego i słownik wyrazów bliskoznacznych.
- Nigdy nie pozwól sobie na pustą kartkę papieru przed sobą. To śmierć inspiracji. Pisz. Cokolwiek, ale pisz.
Aha, i jeszcze jedno. Schowaj czajnik. Bez hektolitrów herbaty więcej czasu
pozostaje na pisanie.
M.B.