Jak pokonać kryzys twórczy?
Jeśli zdarzy mi się utknąć w miejscu podczas pisania opowiadania po prostu zostawiam je i biorę się za następne. Mam ponad setkę takich niedokończonych opowiadań i doradzam wam jak pokonać kryzys twórczy!
No cóż, podczas pisania powieści taka blokada stwarza poważniejsze problemy. Po spędzeniu tygodni, a może nawet miesięcy czy lat na pisaniu raczej nie bierzemy pod uwagę możliwości porzucenia naszego utworu i zajęcia się czymś innym.
Jeśli w pewnym momencie żadne pomysły nie przychodzą mi do głowy, albo wręcz cała książka wydaje mi się stratą czasu postępuję według pewnego ustalonego schematu.
Wykorzystując moje oprogramowanie (ale równie dobrze można to zrobić na piechotę) tworzę czyste nagłówki dla kilku kolejnych rozdziałów. Następnie w każdym rozdziale tworzę miejsce dla dwóch – trzech scen. Nie tracę czasu na zastanawianie się jak długie mają być, ani nad ich konkretną liczbą. Po prostu proponuję mojemu mózgowi wykonanie kilku niewielkich kroków.
Poczynając od rozdziału w którym utknąłem umieszczam w miejscu przeznaczonym na poszczególne sceny ich jednozdaniowy opis. Nie zastanawiam się nad tym zbyt długo, wypełniam jedynie puste miejsca.
Zdarza się, że oddalam się od fabuły, nad którą pracowałem do tej pory. Jeśli zmiany podobają mi się to świetnie – kryzys twórczy pojawia się najczęściej, kiedy bohater trafia w ślepy zaułek.
W pewnym momencie opis sceny, który właśnie zapisuję wydaje mi się świetny. Fanfary grają, dzwony biją itp. Już wiem co będzie dalej! Jednak spokojnie, nie rzucam się gorączkowo do pisania, tylko sporządzam jeszcze dokładniejsze notatki. W ciągu kilku następnych dni, kiedy pomysł uleży się już w mojej głowie, będę w stanie go rozwinąć. Na razie powstrzymuję się od pisania z całych sił. Czasami w tym momencie zarzucam już opisywanie kolejnych scen, a koncentruję się na odgrywaniu danej sceny w myślach. Gdybym rzucił się do pisania, cóż … kryzys twórczy pojawi się na nowo.
Należy zawsze pamiętać, że piszemy powieść a nie czytamy. To, co się wydarzy jest w naszych rękach, ale też świadomość tej wolności sprawia czasem, że zastygamy przerażeni, jak zając w świetle reflektorów. Gdzie by tu skoczyć – na lewo czy na prawo?
Kiedy już zasiądziemy do pisania danej sceny może okazać się, że wcale nie jest aż tak świetna, jak nam się zdawało. Nie szkodzi, to się zmieni w wyniku wielokrotnych poprawek. Zanim powieść osiągnie wersję ostateczną i tak najprawdopodobniej będzie wielokrotnie przepisywana - a przecież celem tego artykułu jest pomoc w opanowaniu kryzysu twórczego, a nie w napisaniu pierwszej wersji najlepszej powieści jaka kiedykolwiek powstała.
Po zapisaniu danej sceny można wrócić do opisu scen poprzedzających ją, dodając odnośniki prowadzące do rozgrywających się w niej wydarzeń. Teraz nadszedł też czas aby wrócić do opisywana kolejnych scen. Niebawem pojawi się kolejna przy której fanfary zagrają – i na niej należy się skoncentrować w następnej kolejności.
Morał? Skoncentruj się na pisaniu scen, które aż pchają się na papier, a zrezygnuj z tych, których pisanie jest dla ciebie prawdziwych ciężarem. Jeśli umierasz z nudów pisząc je, jak ma je przeżyć czytelnik?
Kolejna rzecz: unikaj przydługich i nudnych scen przejścia.
Jeśli na przykład twoja przebywająca w Londynie postać ma odbyć podróż do Sydney to, przy założeniu, że w samolocie nie wydarzyło się nic interesującego, wystarczy jeśli wątek londyński zakończysz w momencie, w którym bohater wsiada do taksówki. Żeby czytelnik się nie pogubił następną scenę możesz zacząć krótką wzmianką na temat Sydney. Użyj tego samego sposobu w celu ominięcia innych nudnych momentów.
O autorze
Simon Havnes jest australijskim pisarzem, autorem serii o Halu Spacejocku, jednym z założycieli Andromeda Spaceways Inflight Magazine oraz autorem wszystkich programów przedstawionych na stronie spacejock.com
Tłumaczenie M.B.