Koło Gospodyń Wiejskich
Wiesz już, że regularne pisanie to najlepsza rzecz jaką możesz zrobić, aby spełnić swoje marzenie o zostaniu pisarzem. Udało ci się nawet wygospodarować czas i miejsce. Zacząłeś nawet pisać! Przez tydzień czy dwa czułeś się wspaniale. Czułeś, że już, już sięgasz gwiazd. Niestety, po pewnym czasie przyszło znużenie i zwątpienie w sens całego przedsięwzięcia. Przylazły czarne myśli: „Po co ja to w ogóle robię?”, „I tak nikt tego nie przeczyta /nie sprawdzi /nie opublikuje”.
Pisanie to nie etat od ósmej do szesnastej, gdzie efekty twojej pracy są sprawdzane i oceniane przez przełożonych. Jak każdy wolny zawód wymaga ogromnej samodyscypliny. Później, kiedy podpiszesz kontrakty na opublikowanie kolejnej powieści, jeszcze przed jej powstaniem, powinno być trochę łatwiej – wydawca albo agent zadbają o silną motywację. Teraz, kiedy tak naprawdę najbardziej potrzebujesz wsparcia – jesteś sam.
Co zrobić, żeby się nie poddać?
No cóż, znam pewien sposób.
Ponieważ pisanie to bardzo samotne zajęcie, dobrze jest znaleźć sobie jakieś towarzystwo. Czy słyszałeś kiedyś o klubach pisarskich? To takie trochę grupy wsparcia dla początkujących pisarzy/poetów/scenarzystów. Zrozumiejmy się dobrze – nie chodzi o towarzystwo wzajemnej adoracji, prawiące sobie nawzajem komplementy w zamian za możliwość odczytania swojej pracy.
Nie chodzi o psie wyścigi, o udowodnienie, kto napisze więcej, lepiej, bardziej na temat. Chodzi o grupę osób skupionych na osiągnięciu podobnego celu, w naszym wypadku dążących do napisania i opublikowania dobrej powieści. Chodzi o poświęcenie czasu i myśli pozostałym członkom grupy, o wsparcie w trudnych chwilach, o pobudzenie inspiracji, o wspólne świętowanie sukcesów.
Oczywiście istnieje niebezpieczeństwo, że po kilku spotkaniach w miłej atmosferze czy po wysłuchaniu pochwał na temat swojej pracy nie będziesz miał sumienia, żeby skrytykować koszmarki wypocone przez innych. Może się umówić w jaki sposób oceniacie pracę innych. Nie chodzi przecież o zmiażdżenie kogoś druzgocącą krytyką, ale o wspólne znalezienie błędów i sposobów na ich poprawienie. Tylko pomyśl ile samemu można się w ten sposób nauczyć. Jeśli przyjdzie ci stoczyć walkę ze snem podczas wysłuchiwania cudzych niekończących się opisów uzbrojenia armii – jest szansa, że sam zlitujesz się nad czytelnikami swojej powieści.
Inną niezaprzeczalną zaletą klubów pisarskich jest presja czasowa. Żeby zachować twarz musisz w miarę regularnie pisać. Jeśli jeszcze na dodatek zależy ci na usłyszeniu pochwał – musisz się do tego przyłożyć. Wymówki typu „wiecie, rozumiecie” mogą zadziałać raz, ale już za drugim razem z pewnością poczujesz się nie w porządku.
Wiem, że nie wszystkim ten pomysł przypadnie do gustu. Jednym skojarzy się z Anonimowymi Alkoholikami innym z Kołem Gospodyń Wiejskich. Ja uważam, że jest rewelacyjny.
Nie jest to zresztą ani mój osobisty wkład w rozwój światowej literatury, ani żadna nowość. W 1920r. członkowie Grupy Bloomsbury (między innymi Virginia Woolf i E.M Forster) zapoczątkowali w Londynie działalność Klubu Memuarowego, a już w 1909 powstał California Writers Club, którego członkami byli, między innymi, Jack London i George Sterling.
Pozostaje do omówienia jeszcze jedna kwestia związana z klubami pisarskimi - jak je znaleźć. Możesz popytać w bibliotekach, w domach kultury, w klubokawiarniach(często pracują tam prawdziwi zapaleńcy) albo… możesz sam taki klub założyć. Nie wiesz gdzie, nie wiesz jak? Możesz umieścić ogłoszenie na forum swojego miasta/dzielnicy/wsi. Możesz…No nie, przecież to nie strona dla przedszkolaków. Możesz bardzo wiele. Możesz sięgnąć gwiazd. Wykonaj tylko pierwszy ruch.
M.B.