Przekraczanie granic

Szczęśliwa czy wolna?


„Jeżeli chodzi o Saskie, która jest do mnie bardziej podobna pod wieloma względami, dokładna i bardzo odpowiedzialna, chciałem, żeby była szczęśliwa, bo wiedziałem, że nigdy nie będzie wolna. Kobiety wychodzą za mąż, mają dzieci i nie są wolne tak, jak ja, a potem ty” - Tiziano Terzani do swojego syna Folco w odpowiedzi na pytanie: Czego chciał dla swoich dzieci? (o córce Saskii)
Bardzo się cieszę, że w końcu polskie wydawnictwa wpisały książki Terzaniego w swoje plany wydawnicze. Zapewne na fali popularności reportaży Susan Sontag i Oriany Fallaci… Tego włoskiego dziennikarza cenię nie tylko za warsztat zawodowy, którego jest mistrzem, ale też za to, że choć ceniony, nigdy nie zapadł na przypadłość, którą kwalifikuję jako „kompleks guru”.
Z tym większym niepokojem przeczytałam fragment, w którym Terzani twierdzi, że wolność nie jest udziałem kobiety. No to klops - bo bez wolności nie ma dobrego pisania. Czy istotnie powinnyśmy się zadowolić „szczęściem”? Czy przemawia przez niego troskliwy ojciec, a jednak Włoch? Katolik przepotwarzony w komunistę, a później agnostyk z nadzieją zapatrzony w gwiazdy? Zawodowiec, który wie, że pisząc trzeba czasem wbić zęby w ścianę? A jeśli się myli? Może. Kłopot w tym, że w większości poglądów towarzyszą mu krystalicznie czyste, intelektualne przykłady potwierdzające owe tezy - plus suma doświadczeń. Gorzej będzie jeśli przyjmiemy, że mówi prawdę. Kobiety nie mają wolności… Jeśli to prawda, dlaczego tak się dzieje? Czemu jednak piszemy? No i jak to robimy?

Dziewczynki są inne


Jane Austen, Emily Dickinson, Virginia Woolf. Stara panna, ofiara, wariatka. Wielka realistka, milkliwy geniusz, największa stylistka. O tych kobietach pisano i tak i tak - z biegiem rzeki czasu.
Jane Austen współcześni uważali za cioteczkę-kloteczkę. Pierwsze pośmiertne wydanie (w ogóle pierwsze!) poezji Dickinson ukazało się ze zmodyfikowanym zdjęciem. Do czarnej sukienki domalowano rój koronek. Gładkie włosy rysownik ozdobił łagodzącymi oblicze anglezami… Twórczość Woolf zawsze próbowano dzielić przez jej depresję. A używając choroby jako karty przetargowej jeszcze bardziej postponowano pisarskie eseje - „Własny pokój” oraz „Trzy gwinee” - prekursorskie opisy twórczości kobiet, w których Virginia przyznawała, że do pisania potrzebny jest spokój i pieniądze. Niby rzecz oczywista, ale jednocześnie nie do strawienia dla ówczesnego społeczeństwa, które po prostu przyjmowało, że kobieta musi mieć mniej spokoju, mniej prywatności i mniej pieniędzy, bo w końcu to na jej głowie są dzieci, pranie, prasowanie oraz wszystko co ograniczające. W takich warunkach trudno byłoby zrobić na drutach sweter, a co dopiero napisać „Wojnę i pokój”! A jeśli już zdarzyło się coś stworzyć, to raczej rodzinną sagę czy romans ku pokrzepieniu serc innych kuchennych niewolnic…
„Dziewczynki są inne” mawiano i ubierano niemowlaki w maryjny błękit symbolizujący spokój i oddanie. Ich braci wciskano w śpiochy magenta/róż, najbliższe królewskiej purpury. Dziś ten kod kolorystyczny zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni, ale czy zmieniła się sytuacja pisarki?

„Kobiety czują się tak samo jak mężczyźni”. Jane Eyre


Wszystkie trzy siostry Bronte pisały pod męskimi pseudonimami. Żeby uniknąć skandalu, który i tak wybuchł. Charlotta Bronte przebiła nawet „Wichrowe wzgórza” swojej siostry Emily, publikując jako Currer Bell „Dziwne losy Jane Eyre”. Na pewno dziwne, skoro informujące i salon i plebanię „że kobiety czują tak samo jak mężczyźni”.
Dziesiątki lat po tej publikacji inna pisarka, wówczas studentka literatury angielskiej, Erica Jong usłyszała od swojego wykładowcy: „Kobiety nie mogą być pisarkami. Obce są im doświadczenia szarpiące trzewia, rzyganie na ulicy, dymanie prostytutek, włóczenie się o piątej rano po placu Pigalle…”
Chciałoby się rzec: drogi profesorze, już nie! I zanucić: dziewczynki potrafią być złe. Tymczasem wciąż bawi i irytuje porównywanie aktu twórczego do ciąży. Wytrych od logicznego myślenia używany w wywiadach zarówno przez kobiety jak i mężczyzn. Bo ładnie brzmi? Czy tego oczekuje publika? Bo sensu w tym nie ma żadnego. Kobieta w ciąży jest pasywna - natura robi swoje, jeśli jej w tym nie przeszkadzać. Jasne, łykanie kwasu foliowego pomaga, ale i bez niego płód urośnie.
Napisanie solidnego tekstu wymaga zaskakująco dużo roboty, chyba, że piszą go ghostwritterzy albo krasnoludki. Możliwe, że dlatego część kobiet woli mieć dzieci niż książki. I piszę to bez złośliwości: sama jestem leniwa jak cholera. Sęk w tym, że wychowanie dziecka to osiemnaście lat obowiązku, a książkę zsyłam do drukarni i proszę… mogę zabrać się za następną.
Jak twierdzą moi oponenci „nikt mi na starość szklanki wody nie poda”, jednak nie tracę nadziei: albo starości nie dożyję, albo napiszę bestseller za który nie pojadę do Wenecji tylko wykupię abonament w domu opieki.
Czy można mieć jedno i drugie? Na pewno tak. Ja niestety nie mam podzielnej uwagi, ale chylę czoła przed kobietami, które to potrafią.

„Ukazali się niczym we śnie, na szczycie wydmy, na pół skryci w tumanach kurzu, jaki wzbijały ich stopy. Prawie niewidoczną drogą wolno zeszli w dolinę. Na czele karawany byli mężczyźni, owinięci w wełniane płaszcze, z twarzami zakrytymi niebieską zasłoną. Razem za nimi szły dwa, trzy dromadery, następnie kozy i owce poganiane przez chłopców. Kobiety zamykały pochód. Sylwetki ich były ociężałe, przytłoczone ciężkimi płaszczami, a skóra rąk i czół wydawała się jeszcze ciemniejsza w zasłonach koloru indygo”.
Kto napisał ten fragment prozy: kobieta czy mężczyzna?

Przekraczanie granic- czyli oglądaj boks i czytaj kryminały.


Na kursach powtarzam kobietom: czytać książki wojenne! Oglądać boks. Mężczyzn namawiam, aby zabrali się za romans. To moje przełożenie Jane Eyre na praktykę. Jestem zadowolona z efektu. Pisarstwo wymaga przekraczania granic - szczególnie, że większość z nich w praktyce nie istnieje, jedynie sztucznie generują je okoliczności. I fałszywe dogmaty.
Mówi się na przykład, że powieść powinna oddawać świat rzeczywisty. Zabawne, ale i smutne. Jeśli zrozumieliśmy, że dialog literacki nie jest rozmową, to skąd te opory, aby pogodzić się z prawdą, że świat za oknem nie ma punktów wspólnych ze światem na kartce papieru?
Literatura to magia sympatyczna - subiektywna w tworzeniu i działaniu. Ortodoksyjne bazowanie na rzeczywistości jest idealną receptą na to, żeby napisać gniota. Gniota, bo już nie przewodnik turystyczny: nawet tam niektóre rzeczy są pominięte, a inne przejaskrawione. Dowód na to może zawierać się w pytaniu: czy znacie przewodnik po slumsach?
Mówi się, że najlepiej opisujemy to, co znamy. Więc dlaczego nie chcemy poznać więcej? Owo twierdzące zdanie wysyła kobietę - pisarza w rejony powieści rodzinnych i menstruacyjnych, romansów, bajek dla dzieci. Jeśli chcą je pisać - w porządku, ale kiedy mają potrzebę stworzenia powieści wojennej z Iraku, to dlaczego mamy je płoszyć nieprawdą oprawioną w beton?
Mówi się: najlepsze są historie, w których wykorzystujemy swoją wiedzę. Więc dlaczego najczęściej jest ona tak licha? Na kilogramy trafiają do mnie książki, gdzie faceci piszą o broni, która nie ma szans wystrzelić, a kobiety o porodzie, który nigdy się nie odbył, bo z punktu widzenia fizjologii wszystko było opisane na opak. Kolejny dowód na to, że nie różnimy się niczym.

Popełniamy te same błędy i mamy te same talenty. Tylko dlaczego tak trudno nam to sobie uświadomić? Musicie sami zdecydować czy w celowym rozróżnieniu pisarstwa na męskie i kobiece znajdujecie swoją siłę, czy wręcz przeciwnie. Nie chcemy rozróżnień czy rozróżnieniom się poddamy? Czy to wymaga odwagi? A czym jest odwaga? Na pewno siadając do pracy musicie być zdecydowani. Musicie wiedzieć, do czego dążycie. My sami wybieramy własne ograniczenia. Może fakt ten nie jest tak jaskrawy przy pierwszej książce, ale przy następnych wyłazi w całej pełni. Unikając konfrontacji z nim ryzykujecie, że dalszych powieści nie będzie. Pisanie bowiem, z całą konstrukcją fabuły, zmienną akcją, zwartym i wartkim dialogiem jest narzędziem intelektu, a nie emocji. Nie trzymasz się przepisu - masz ciasto z zakalcem. Przede wszystkim ryzykujesz czymś jeszcze: że pisanie zacznie cię przerażać, albo stanie się baaardzo nudne. Oglądaj więc boks i czytaj romanse. A dziecko ubieraj na żółto.

Izabela Szolc


Wykorzystany fragment prozy pochodzi z książki J.M.G. Le Clezio „Pustynia”, Pax, Warszawa 200