Wywiad z Katarzyną Bondą

Pasja Pisania: Kasiu, dlaczego dziennikarka zaczyna pisać książki?

Katarzyna Bonda: Zawsze chciałam pisać książki. Już jako dziecko, pisałam opowiadania, takie durnowate, infantylne, których zresztą już nie mam, bo jak przeczytałam jako dorosła osoba, to je bardzo szybko wywaliłam.
Ja mam kłopot z wyrażaniem emocji. Niektórym się wydaje, że jestem ekstrawertyczką, energiczną, obdarzaną ogromnym temperamentem osobą. To nie do końca jest prawdą. Te moje zewnętrzne cechy, w dużym stopniu są nabyte przez pracę dziennikarską. Musiałam nauczyć się takiego sposobu bycia, by móc pracować. Trochę się do tego zmusiłam i to jedynie dlatego, że tak bardzo zależało mi na poznawaniu kolejnych fascynujących historii ludzkich. Nigdy nie interesowały mnie gwiazdy, politycy, wielkie historyczne wydarzenia. Interesował mnie zwykły człowiek i jego wybory. Tak naprawdę jestem introwertyczką, trudno mi okazywać emocje. Ludzie, którzy mnie dobrze znają, dziwią się jak chłodno reaguję w sytuacjach krytycznych. Natomiast pisanie było dla mnie zawsze czymś naturalnym, czasami nawet ratunkiem. Pozwala nieczęsto ułożyć myśli, wyrzucić z siebie emocje. Nie bardzo potrafię się zwierzać.
Natomiast kiedy siadam i piszę to mi się wszystko samo układa. Kiedy mam jakiś pomysł, albo chcę coś przekazać, to siadam i piszę. Oczywiście nie zawsze wychodzi z tego dobry tekst, ale w tej „magmie” pisania zawsze można znaleźć jakąś perełkę.

Zostałam dziennikarką ponieważ uważałam, że nie mogę od razu być pisarką. Pisarz musi być stary, mieć brodę, a przynajmniej posiadać duży bagaż doświadczeń. Więc zaplanowałam, że najpierw zdobędę warsztat. Będę pisać dla prasy.Teraz uważam, że to była słuszna decyzja. Zdobyłam dużo doświadczenia życiowego.
Jako dziennikarz kontaktowałam się z tak różnymi środowiskami, tak różnymi ludźmi i o tak różnych rzeczach pisałam, realizowałam materiały - że miałam okazję przeżyć kilka żyć w krótkim czasie. Byłam dziennikarką przez 12 lat. Przez ten czas pisanie weszło mi w krew, to mnie nie męczy, to jest dla mnie naturalne. Zresztą, to mnie nigdy nie męczyło.

PP: Czy warsztat, który zdobyłaś jako dziennikarka wystarcza, żeby pisać książki, fabułę?

KB: Myślę że nie, ja właśnie dlatego odeszłam od dziennikarstwa. Teraz dziennikarstwo jest już czymś zupełnie innym. Jest pogonią za newsem za informacją, mnie interesował reportaż, którego teraz już prawie nie ma. Zresztą ja się tam nie mieściłam.
Pamiętam, jak od mojej szefowej dostałam zarzut, że fabularyzuję, co było największą obelgą jaką można uczynić dziennikarzowi. Ja po prostu zrobiłam coś, co było dla mnie naturalne - chciałam nadać formę temu, co napisałam, żeby formą odróżniało się od takiego stereotypowego tekstu dziennikarskiego.
Pracując w redakcjach pisałam dla nich jeden materiał, a dla siebie pisałam co innego, żeby wyładować energię. To nie jest takie pokrewne. Wielu dziennikarzy chciałoby napisać książkę, a nie potrafią bo bardzo mocno trzymają się faktów. A w książce musisz popuścić wodze wyobraźni. I chociaż brzmi to jak truizm, musisz pozwolić, żeby ona cię niosła, żeby to był taki rodzaj podróży.
Dziennikarz mocno trzyma się rzeczywistości, ponieważ to jest jego grunt, jego baza, jego zawód. A jeśli chodzi o fabułę to jest najgorsze co można zrobić - trzymać się faktów. Trzeba się od nich odbić.

PP: Twoja pierwsza książka, to kryminał, dlaczego?

KB: Interesuje mnie pewien rodzaj tajemnicy, zagadki, budowanie intrygi. Nie byłabym w stanie napisać, na przykład, romansu. Raz próbowałam ale to było do niczego i nie ujrzało światła dziennego. Na szczęście. Oczywiście wszystkie te elementy i komediowe i romansowe wkładam w moje książki.
Kryminał jest mi bliski, chociaż nigdy nie czytałam takich klasycznych kryminałów. Moje kryminały też nie są klasyczne - bardziej idę w powieść. Uważam, że pisarz powinien pisać o tym, na czym się zna.
Jeśli nie znasz tematu bardzo szybko się potkniesz, wpadniesz na taką minę, że nie będziesz w stanie wyjść. Mało tego, to od razu czuć i widać - w sensie emocjonalnym - jak czytasz. Ponieważ dużo się zajmowałam tematyką kryminalną, sądową, dużo o tym wiedziałam.

PP: Twoi bohaterowie są bardzo żywi, łatwo ich sobie wyobrazić. Czy masz jakiś sposób tworzenia bohaterów?

KB: W pierwszej książce pierwowzory postaci istniały w rzeczywistości. I tak jest chyba najłatwiej, przynajmniej na początku (chyba zawsze tak jest).
Budowałam bohaterów z fragmentów żywych osób. Postacie, które występują w książce, ja kiedyś poznałam i zachowałam w sobie te fluidy, tą emocjonalną aurę danej osoby. Kiedy kontaktuję się z ludźmi to zapamiętuję: albo ich dialogi, albo zachowania, albo jakieś dziwne rzeczy, które posiadają, albo takie piękne rzeczy, które posiadają i potem buduję postać z rzeczywistych elementów.
Dlatego uważam, że praca dziennikarska mi się przydała, bardzo dużo z tego czerpię. Ale to nie jest tak, że jakaś postać w mojej książce jest cała z rzeczywistości. Biorę na przykład oko od kogoś, sposób mówienia od kogoś innego, jakieś dziwactwo od jeszcze innej osoby i buduję.
Ale buduję z reala.

PP: Twoi bohaterowie, mimo, że nie są odwzorowaniem poszczególnych postaci z rzeczywistości, zapisem jednej osoby, są spójni. Jaki jest tutaj klucz?

KB: Tym kluczem jest świat. Jak już zbudujesz rzeczywistość fabuły, to potem samo ci się to układa. Ja tak mam po prostu. To jest najpiękniejsze. Te postaci pasują do rzeczywistości.
Śmieszne jest to, że ludzie odnajdują w postaciach albo sytuacjach jakieś elementy - moi znajomi - które znają, ale są to tak drobne rzeczy, że ja nawet sama nie zdaję sobie sprawy, że ktoś może się z tym zidentyfikować.
Na przykład w „Tylko martwi nie kłamią” jest księgowa, która ma mieszkanie zawalone pozwijanymi kablami, mieszka sama i w niczym jej to nie przeszkadza. I moja koleżanka, która rzeczywiście mieszka sama, ale nie jest ani gruba ani nie jest księgową, ani nie zachowuje się tak jak postać w książce - zadzwoniła do mnie, bardzo oburzona, z pretensją, jak ja mogłam zrobić z niej taką karykaturę? Kiedy ją spytałam o co chodzi, bo nic nie rozumiałam - ona mówi - przecież u mnie w domu są właśnie takie kable!
Tworząc postać nie myślałam o niej, ale gdzieś z tyłu głowy zostają takie szczegóły, odbierasz rzeczywistość, coś cię porusza i bierzesz z niej.
Ja wtedy sobie uświadomiłam, że tak, te kable są od niej . Ale jak to pisałam to byłam w takiej fazie zanurzenia się w fabule, że nie byłam w stanie zidentyfikować, że to są jej kable. Mało tego, w ogóle nie myślałam o niej, myślałam o kimś zupełnie innym.

PP: Uwierzyła Ci?

KB: Tak, dobrze się znamy. Niektórzy przypisują sobie coś, co w ogóle ich nie dotyczy i to jest bardzo piękne. Na przykład rodzaj jakiejś emocji, albo zachowania, którymi obdarzam bohatera. Często jest to postać, której nie lubię albo chcę, żeby czytelnik jej nie lubił (a przy tym mam skłonność do przerysowań). Wtedy dostaję telefony z pretensjami od osób, których to w ogóle nie dotyczy, a którzy odnajduję siebie w tej postaci. I to jest piękne. To znaczy, że jest uniwersalizm w emocjach. Właśnie emocje są uniwersalne.
To, że założyłam jakiś rodzaj kabli, jakiś rodzaj nawyku czy rytuału tej postaci, to jest tylko rodzaj maski, pancerza, sposób ubrania jej, a tak naprawdę chodzi o to, że ten bohater wyzwala emocje z którymi czytelnik się identyfikuje.
Żeby stworzyć postać w książce, muszę ją najpierw zobaczyć.
Dlatego ja nie mogę napisać książki w dwa miesiące.
Często jest tak, że mam pomysł, i nawet, kiedy nie piszę to i tak podświadomość działa, w pewnym momencie zaczynam je widzieć. I oni ożywają. T W trakcie pisania zżywam się z nimi i mam wrażenie, że to są żywe postaci. Myślę, że to jest ważne. Jeśli ty nie masz takiego poczucia, że ten bohater jest żywy to znaczy, że jest to tylko papierowa postać.I potem jak kończę książkę to oni są, funkcjonują i bardzo szkoda to wszystko pozostawić. To jest niesamowite, to jest chyba najpiękniejsze w pisaniu.

PP: Masz w głowie pomysł. Wiesz o czym chcesz pisać. Skąd wiesz, że to już,że czas zacząć pisać?

KB: Po prostu piszę. Ja muszę się rozpisać. chodzę, chodzę, badam, zgłębiam to.
Zapisuję na kartkach, w notesach, zbieram dokumentację.
Dokumentacja sprawia, że wchodzę w fabułę emocjonalnie. Ale muszę też zapisywać.
Po prostu piszę, nawet jeśli to potem nie wchodzi do książki.
Z książkami jest cudnie, w przeciwieństwie do scenariuszy, bo książka sama cię niesie. To jest najpiękniejsze, jak już wejdziesz w tę historię to ona idzie sama.
Jak pisałam pierwszą książkę, to było kompletne szaleństwo. Zwolniłam się z pracy i powiedziałam, że będę pisać książkę. Wszyscy myśleli, że Bonda zwariowała. .
Ja wiedziałam, że muszę to zrobić. Ona już tak była we mnie, że wychodziła -zapisywałam już gotowe kawałki rozdziałów.
Z pierwszą książką zawsze tak jest. Nosisz ją w sobie, masz ją gdzieś tam w trzewiach i potem wywalasz te flaki. To jest najłatwiejsze. To jest czysta emocja. Nie musisz się z niczym mierzyć. Napisałam ją w 4 miesiące ale siedziałam non stop.
W pewnym momencie byłam tak bardzo w środku tej historii, w jej świecie i rzeczywistości, że jak skończyłam, to było takie dziwne, że ten świat jest inny. Ja byłam w innym świecie.
Jedyne co mi przeszkadza w pisaniu książek, to to, że to jest takie samotnicze.

PP: Lubisz pisanie, ten czas, kiedy po prostu siedzisz i piszesz?

KB: Najpiękniejszy jest proces pisania, to, że piszesz, momenty olśnienia, albo pisanie gdzie zupełnie odpływasz. Proces pisania jest najpiękniejszy.
Najlepsze jest to, jak pokonujesz samą siebie, jesteś już taka zmęczona, że ci się oczy zamykają, ale wiesz, że jeszcze jesteś w stanie - bo cię to niesie.
I potem to czytasz i myślisz: skąd się to wzięło? To ze mnie się wzięło.
To jest przygoda. Tylko jest to taki rodzaj przygody, który musisz niestety przejść sam. Chociaż ja lubię takie stany wyciszenia. To mi nie przeszkadza. Zresztą teraz, to już jest tak, że nie jestem w stanie bez pisania.
Dwa najpiękniejsze momenty to jak zaczynasz pisać i jak kończysz. A po środku to jest mega ciężka harówka i wtaczanie syzyfowego kamienia na górę. To nie jest tak, że to takie tylko cudowne.

Druga część wywiadu z Katarzyną Bondą wkrótce na naszej stronie.